Jan Wegiera - przerzuca 40 ton dziennie

Czwartek, 1 stycznia 1970 01:00

Dwie i pół godziny rano, tyleż wieczorem. Ćwiczenia na nogi, klatkę piersiową, plecy. Sztanga cały czas w ruchu. – Średnio przerzucam 40 ton dziennie. Wszystko zależy od cyklu treningowego. Jeśli zbliża się termin zawodów, sztanga przybiera na wadze – śmieje się Jan Wegiera, Sportowiec Roku 2014 na Podhalu w plebiscycie Sportowego Podhala i Podhala 24.


Bez pracy nie ma kołaczy – mówi znane polskie przysłowie. „Kołacze” są, ale tylko w postaci medali, wyróżnień, bo pieniędzy z tego nie ma. Medali ma tyle, że gubi się w liczeniu. Z pomocą przychodzi żona, która prowadzi statystyki, kronikę startów i osiągnięć męża.

– Nie wszystkie mamy dyplomy i certyfikaty, bo wiele rozdaje się na galach, na których nie jesteśmy, bo nie stać polskiej ekipy, by się na nich pojawiać – mówi Barbara Wegiera i wymienia osiągniecia męża. – 24 tytuły mistrza Polski z rzędu, 10 razy stał na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata w wyciskaniu sztangi, cztery razy w trójboju siłowym i pięć srebrnych medali. Często w trójboju przegrywał wagą ciała. To były pechowe starty. Mało jest w świecie zawodników, którzy uprawiają z powodzeniem trójbój i wyciskanie. Wywalczył 16 tytułów mistrza Europy w wyciskaniu i sześć w trójboju. Od 2010 roku nie startuje w czempionacie Starego Kontynentu. Te dwie imprezy kolidują ze sobą, bo odbywają się w odstępie dwutygodniowym. Najlepsze lata to 2003 -2008.

- Ile pobiłem rekordów świata? Trudno zliczyć, będzie ich 150 - mówi Jan Wegiera, który od 1988 roku mieszka w Zakopanem (pochodzi z Włodawy). - W Zakopanem działał klub Giewont, założony i prowadzony przez Piotra Kozioła. Postanowił ściągnąć mnie pod Tatry. Chcieli, bym trenował młodzież. Na Śląsku nic mnie nie trzymało. Trener Andrzej Wasiak też był za tym. Zakopane było w 80- latach bardzo ważnym miejscem na mapie trójboju. Tu odbywały się turnieje wysokiej rangi. Tutaj w 1993 roku zdobyłem złoty medal mistrzostw świata w wyciskaniu. Poznałem też żonę – wspomina Jan Wegiera.

300 złotych nagrody

Siłacz spod Giewontu nie ma sobie równych w wyciskaniu leżąc i w trójboju, zarówno w seniorach jak i weteranach ( od stycznia już jest w drugiej grupie weteranów, bo przekroczył 50 lat). Ten ważący 90 kg 50-latek wyciska 310 kg. To nieoficjalny rekord świata ustanawiany podczas mistrzostw Polski. Oficjalny również należy do zakopiańczyka i wynosi 306 kg. Od ćwierć wieku mieszka w Zakopanem, ale miasto nie potrafi tego docenić. Gdy na Tajwanie w 2009 r. zdobył tytuł mistrza świata, dostał od władz miasta nagrodę wysokości… 300 złotych.

- Dlatego zdecydowałem się reprezentować barwy Vikinga Starachowice. Tam zaproponowano mi warunki, dzięki którym mogę wyjeżdżać na zawody i zaopatrywać się w odżywki - tłumaczy. – Towarzystwo Sportów Siłowych w Zakopanem przetrwało tylko trzy i pół roku. Biurokracja i brak jakiejkolwiek chęci wsparcia ze strony miasta zmusiły nas do przenosin. To nie jest sport olimpijski i dofinansowywany ze źródeł państwowych. Mam szczęście, że dostałem stypendium, bo spełniłem wygórowany limit przez Ministerstwo Sportu. Nie wystarczy bić rekordy, zdobywać złote medale globu, by zostać stypendystą. Musi być spełniony warunek, że w mojej kategorii wystąpi minimum 12 zawodników z różnych państw. Na szczęście startuje 30.

World Game i Arnold Sports Festival

- Mąż był na trzech olimpiadach sportów nieolimpijskich – włącza się do rozmowy pani Barbara. - W 2005 roku stanął na najniższym stopniu podium w kategorii open, bo tylko taka jest rozgrywana w World Game. Powtórzył ten wynik w 2009 roku w Tajwanie i przy okazji pobił trzy rekordy świata. W 2013 roku w Kolumbii spalił boje, nie zaaklimatyzował się. Upały w sierpniu były ogromne. Rywalizacja odbywała się w hali bez klimatyzacji, a termometr wskazywał 40 stopni! To była masakra dla Europejczyka.

W Zakopanem go nie doceniają, ale w świecie jak najbardziej. Dwa razy z rzędu był zapraszany przez „Terminatora” Arnolda Schwarzeneggera do udziału w zawodach dla największych siłaczy na świecie, pod nazwą Arnold Sports Festival. W Stanach Zjednoczonych wycisnął leżąc 290 kg.

Światowe władze też doceniły jego osiągnięcia i w 2013 roku przyznały mu najwyższe odznaczenie za propagowanie w świecie trójboju siłowego. Trafił do Hall of Fame jako zawodnik, który odniósł najwięcej sukcesów. Jest jednym z nielicznych Polaków. Z kolei Polski Związek Kulturystyki Fitness i Trójboju Siłowego odznaczył go diamentową odznaką w 2010 roku.

Upadek z 7 metrów

1 grudnia 2009 roku mistrz miał wypadek. Wydawało się, że przerwie jego karierę. Spadł z 7 metrów z drabiny na klatce schodowej w domu. - Uderzył głową o betonowy stopień – opowiada pani Barbara. – Diagnoza: mocny uraz czaszki, dużo złamań, uszkodzony kręgosłup. Osiem dni przeleżał na oddziale intensywnej opieki medycznej.
– Gdybym całe życie nie ćwiczył, to nie przeżyłbym tego upadku – mówi Jan Wegiera – Ale jestem silny. Przetrzymałem i pół roku później w Stanach Zjednoczonych zostałem mistrzem świata w wyciskaniu, bijąc rekord świata wynikiem 282,5 kg.

Pierwsza była piłka

Jako mały chłopiec wcale nie myślał o karierze siłacza. Kontakt ze sportem miał na… boisku piłkarskim. Chciał grać w klubie. Nadarzyła się ku temu okazja, gdy pojechał na Śląsk. Pracował w fabryce domów i zagrał w drużynie zakładowej. – Jesienią chciałem wzmocnić się i poszedłem na siłownię – wspomina. – Szybko złapałem bakcyla. Zapomniałem o piłce, wszystkie wysiłki poświęcając na wyciskanie. Od tego czasu codziennie kilka godzin spędzam przy sztandze.

Współczesny sport wyczynowy wymaga samozaparcia i odpowiedniej diety. – Nie stosujemy diety, nie ma na to pieniędzy – mówi pani Barbara. – Jeżeli zbliżają się zawody, to wtedy korzystamy z suplementów. Od kilku lat wspomaga nas finansowo Paweł Hebda z Tylmanowej i przed każdym najważniejszym startem możemy liczyć na jego wsparcie. Bez jego pomocy mąż nie miałby szans uczestniczyć w zawodach i rywalizować z najlepszym na najwyższym poziomie. Bardzo mu za to dziękujemy. W sobotę startujemy w Pucharze Polski w wyciskaniu klasycznym, a w dniach 20-24 maja uczestniczyć będziemy w mistrzostwach świata w Szwecji.

Nie samymi ciężarami zapewne żyje. Pytam więc jakie ma hobby mistrz. – Ciężary to jego hobby – przekonuje żona. – Kolejną pasją jest dom, w którym jest wszystkim - palaczem, konserwatorem… Jak trzeba to posprząta i ugotuje.

Stefan Leśniowski, zdj. Michał Adamowski
Więcej na temat
komentarze
reklama
reklama