Unihokej. Mistrzowska lekcja

Czwartek, 1 stycznia 1970 01:00

- Szalony mecz. Jeszcze w takim nie brałem udziału. Jedna z drużyn zdobyła dziesięć goli, a druga – jedenaście – powiedział coach Górali, Piotr Kostela po sobotniej „świętej wojnie”.

Debry Nowego Targu zmobilizowały oba zespoły. Wystawiły praktycznie wszystko co najlepsze, a Górale mieli jeszcze wartości dodaną. Ta wartość zrobiła różnice. Hokeiści byli autorami większości goli.

Po 10 minutach sobotniej gry mistrzowie Polski prowadzili 4:1 i wydawało się, że rozjadą Szarotkę. Górale grali z ogromnym rozmachem. Przeprowadzali dynamiczne, składne akcje, kończone strzałami Wygrywali pojedynki jeden na jeden. Szarotka prezentowała dawany styl – długo rozgrywała piłeczkę (nieskończona ilość podań). Coś przeciwnego do Górali, ale ci nagle zaczęli stadami wędrować na ławkę kar. Ten handicap wykorzystał rywal, który wykorzystał trzy okresy gry w przewadze. Szalał na parkiecie Dziurdzik, który w pierwszej tercji zdobył cztery gole, piątego dołożył kolejny obrońca Kasperek.

- Takim wynikiem (5:5 – przyp. aut.) kończyły się zazwyczaj mecze, a nie tercja – mówi poproszony o komentarz ekspert Sportowego Podhala, Ryszard Kaczmarczyk. – Wydaje mi się, że Górale pokpili sprawę. Wiedzą, że Szarotka wymienia tysiące podań, a tymczasem zaskoczyła ich strzałami z dystansu. Dzirudzikowi wszystko wpadało. Górale w tym okresie dużo lepiej grali, przeprowadzali składne akcje. Różnicę zrobili hokeiści. Stypuła umiał się „uwolnić” od przeciwnika, wyłuskać piłeczkę i oddać zaskakujący strzał. W końcówce nerwowo zrobiło się w obozie mistrzów Polski. Zaczęli dyskutować z arbitrem, który kilka razy pomielił się na ich niekorzyść. To jego błędy spowodowały, że z 1:4 momentalnie zrobiło się 4:4. Ciekawy mecz, dawno takich derbów nie widziałem. Z nadzieją czekam na drugą tercję.

W drugiej części meczu obraz gry uległ zmianie. To Szarotka prezentowała się lepiej i na drugą przerwę schodziła z jednobramkowym zapasem. Górale zaczęli się mylić w defensywie, a ponadto nie potrafili wykorzystać liczebnych przewag. Więcej, Stypuła nie zdobył gola z karnego.

- Górale zaczęli więdnąć – takie odnoszę wrażenie – bo rywal gra na trzy pełne formacje, oni na dwie – analizuje Ryszard Kaczmarczyk. – Górale mało wykorzystują trzeci atak, który zdobył gola. Gra przestała się im kleić, a Szarotka z każdą minutą stała się groźniejsza. W tej tercji była lepsza. Tym razem arbiter mylił się na korzyść mistrzów Polski, ale ci fatalnie rozgrywali przewagi, bez strzałów. Zaczęli też popełniać błędy w obronie. Nonszalancja kosztowała ich utratę siódmej bramki. Zła zmiana, podobnie jak wcześniej. Nie ten wszedł zawodnik, który powinien.

W trzeciej tercji wydawało się, że Szarotka kontroluje wydarzenia na parkiecie. Świetnie broniła się w osłabieniu i bliska była nawet skarcenia rywala. Tymczasem strata piłeczki przez Ligasa, przeciwnik wyrównał i złapał wiatr w żagle. Prowadził 9:7, ale dał się doścignąć. Na 10:9 i 10:10 błędy popełnili bramkarze. Dogrywka.

- W tej odsłonie żadnej z drużyn nie udało się zdominować gry – twierdzi nasz ekspert. – Każda miała dobre i złe momenty, zespoły obdarowywały się prezentami. Tak nie powinny grać czołowe drużyny. Przy stanie 10:9 Górale w jednej linii poszli do ataku, stracili piłeczkę i bramkę. Zobaczymy czy w dogrywce zespoły zagrają zachowawczo czekając na karne.

Nie doczekaliśmy się karnych. Już w 17 sekundzie Stypuła zdobył gola na wagę zwycięstwa mistrzów Polski. Tylecki wypuścił piłeczkę po strzale z dystansu, a na to tylko czekał gracz Górali.

Rewanż oba zespoły rozpoczęły bardzo uważnie. Głównie nastawiły się na grę defensywną, by nie popełniać błędy. Toteż padły tylko dwie bramki, po jednej z obu stron. - Pierwsza tercja zachowawcza – twierdzi nasz ekspert. – Nie było radosnego unihokeja jak wczoraj. Bardzo uważnie zespoły starały się grać w obronie. Tercja fajna do oglądania, ze zmieniającymi się sytuacjami.

Druga tercja obfitowała już w gole. Szarotka prowadziła 3:1 (27 min.), by w 29 minucie przegrywać 3:4. Wyrównującą bramkę Górale zdobyli z karnego, grając w osłabieniu. Również czwarty gol zdobyty został przez nich w osłabieniu. 19 sekund później doprowadził do remisu.

- Dużo się działo w tej części gry – twierdzi Ryszard Kaczmarczyk. – Trwała wymaniana ciosów. Szarotka zawaliła sprawę, bo dwa gole straciła w przewadze. Świetnie bronią bramkarze, gdyby nie oni, to kto wie czy nie powtórzyłby się scenariusz z wczorajszego spotkania.

W trzeciej tercji Szarotka została rozbita. – Wynik nie odzwierciedla tego co się działo – twierdzi nasz ekspert. – Szarotka sama sobie jest winna, bo nie potrafiła wykorzystać liczebnych przewag, a ponadto grała paroma zawodnikami. O sukcesie mistrzów Polski zdecydowały indywidualności, których zabrakło w Szarotce. Najlepsi bramkarze z obu stron.

Worwa Szarotka Nowy Targ – Górale Nowy Targ 10:11 (5:5, 2:1, 3:4; 0:1) i 5:10 (1:1, 3:3, 1:6)
Bramki: Dziurdzik 4, Chlebda 2, Kasperek, Wątorek, Augustyn, Ossowski – Stypuła 4, Kostela 2. Tomasik 2, Wronka, Korczak, Wielkiewicz (I mecz); Jachymiak, Ossowski, Hamrol, Kasperek, Chlebda – Żuk 2, Stypuła 2, Korczak, Kostela, Tomasik, Pelczarski, Wronka, Wielkiewicz (II mecz).

Stefan Leśniowski

źródło: SportowePodhale.pl

Więcej na temat
komentarze
reklama
reklama